Pierwszą i chyba najważniejszą sytuacją, którą spowodowałam a potem doszczętnie zawaliłam była "przyjaźń" z chłopakiem z internetu. Był bardzo miły i ani trochę nie wydawał się podejrzliwy. Cały czas myślałam, że byłby idealnym kandydatem na prawdziwego przyjaciela, ale jednak on tak o mnie nie stwierdził. Wyznał mi miłość...
Dla mnie nie pojęte jest to, jak można zakochać się w wieku prawie 17-stu lat i to jeszcze tylko przez INTERNET. Przecież wypisywane słowa są takie puste. Nic nie znaczące i bez jakichkolwiek uczuć. Po prostu jeden wielki klump.
Kilka miesięcy, czyli około 3 miesiące po poznaniu, postanowił mnie odwiedzić. Było bardzo miło, lecz mi w środku, w moim sercu nic nie drgnęło, totalnie nic. Nie zakochałam się. Od samego początku wiedziałam, że nic z tego nie będzie, ale szczerze mówiąc nie miałam nic innego do roboty. Było fajnie; bla bla bla.
Z każdą chwilą łudziłam się coraz bardziej o to, czego nie było. Nie mogło być, bo jestem zakochana w kimś innym. Moje serce należy do innej osoby, która o tym nie wie, bo marzę o czymś innym. O szczęśliwej przyjaźni, a potem namiętnej długiej miłości.
Ale jak dotąd jest tylko pustka. Zero. Totalne dno. Nic.I teraz zostaje tylko jedna prawda. Przez nudę zabiłam, przemieliłam i wyrzuciłam serce drugiego człowieka.
Szczerze to naprawdę nie jest mi z tym dobrze, ale...
No właśnie...
A to jest jedna z moich ulubionych piosenek.
"I myślisz, że niby kim jesteś?
Biegając dookoła, zostawiając blizny
Kolekcjonując swój słoik serc
I rozrywając miłość na strzępy
Przeziębisz się
Od lodu w twojej duszy
Więc nie wracaj po mnie"
Zaczyna się ciekawie. Będę regularnie przeglądać twojego bloga. Naprawdę mi się podoba. Rzadko daje komentarz na blogach ale tu mi się spodobał :)
OdpowiedzUsuńKawałek na końcu jest piękny, aczkolwiek trochę dołujący, nie uważasz? ;)
OdpowiedzUsuńPowodzenia z blogiem!
Zapraszam: http://r-rock-zone.blogspot.com/