piątek, 3 kwietnia 2015

Czy może coś z tego wyjdzie..?

A więc spotkałam się z chłopakiem przez internet.
Piszemy około 4 miesiące, widzieliśmy się dwa razy. Wczoraj był drugi raz. To było naprawdę przebojowe spotkanie, mimo, że nie wiedziałam co mam na początku zrobić. potrzebowaliśmy tego oboje - delikatnej czułości. ALE Z UMIAREM.
On mnie kocha. Troszczy się i dba o mnie, a ja się w nim zakochuję...
Wreszcie.
Teraz pozostało mi tylko tęsknić.

wtorek, 3 marca 2015

pytanie do księżyca

Dlaczego widząc gwiazdy, zatrzymujemy się na chwilę i patrząc na nie, odpływamy w nieznane? Dlaczego księżyc działa na nas tak, jak kamień filozoficzny na Voldemorta? Co w nim takiego jest, co nas do siebie tak bardzo przyciąga? Te miliony ludzi na świecie. Dlaczego wszyscy marzą, by znaleźć się właśnie na nim?
Księżyc, księżyc z jedną gwiazdą. Jedną nadzieją. Jedną samotnością.
Co ty w sobie masz..?



poniedziałek, 2 marca 2015

rekolekcje

Byłam dzisiaj na pierwszym dniu rekolekcji i muszę przyznać, że mino tego, że byłam bardzo złowrogo nastawiona na to wszystko, nawet mi się podobało.
Pierwszy powód to nowy, mega przystojny ksiądz. Po prostu ciasteczko w sutannie, szok. Mądry, inteligentny, miły, przyjazny, sprytny... No ideał na nauczyciela. Gdybym miała z nim religie, chodziłabym na nią z chęcią i może nawet uwierzyłabym w boga. (Yyy, no dobra bez przesady.) Kto wie.
Obecnie uczy mnie łysy. Szczerze go nie lubię, a szczególnie mnie drażni, gdy opowiada historyjki związane z bogiem, aniołami itd.
Raz na lekcji zaczął mówić o tym, że w pewnym domu żyła sobie szczęśliwie rodzina, do których przyleciał anioł z wieścią od boga.
Żal.pl
Takie dyrdymały mnie naprawdę wkurzają bardzo, bardzo. Po prostu w to nie wierze, koniec tematu.
Ale nie na temat boga chcę się wypowiadać, tylko o tym co się stało na rekolekcjach.
Seksi ksiądz Piotr (piękne imię) potrzebował chórek do śpiewu. Prosił się tak chyba minutę, to moja przyjaciółka wstała ignorując moją odmowę i poszła do księdza. A ja, że nie mogłam jej tak zostawić pobiegłam za nią dygocząc ze strachu. Za pierwszym razem obiegła mnie trema, bo się zdenerwowałam, gdyż tyle osób skupiło właśnie na mnie swój wzrok, ale w końcu się uspokoiłam i śpiewałam bardziej lżej.
Ehh, czego się nie robi dla przyjaciół...
Stałyśmy trzy, z jakimś dzieckiem z 1 gim. i śpiewałyśmy koło księdza.
Fajnie, jutro też tak zrobię.
A i oczywiście was też zachęcam do pokonywania wysokich poprzeczek. Swoich trem. Nie ma co się bać, wszystko zdarza się raz.
Zabili mi żółwia - Wiosna. Świetny kawałek. ;)


niedziela, 1 marca 2015

rozkosz wiosny

To jest właśnie taka chwila, kiedy cieszy mnie oddychanie.
Zapewne już każdy z was czuje wiosnę w powietrzu. Wiosnę i lato, czyli napływ dość pozytywnej energii.
Czujecie szczęście w blasku słońca, tak jak ja. Chłodny, ale przyjazny powiew wiatru o nieziemskim zapachu. O dobrym zapachu. Słyszycie szum samochodów i drzew, a w powietrzu czuć czystość. Nabieracie ochoty na spotkanie się z kimkolwiek, żeby tylko było dobrze. Albo jeszcze lepiej. Żeby poczuć się szczęśliwie.
Wizja położenia się na trawie i odepchnięcie wszystkich problemów na bok, wydaje się bardzo przyjemna. Chwila rozkoszy i wolności. Dotyk wilgotnej trawy i ciepłego piasku. Zmrużenia powiek wpatrujących się w piękne słońce i oceaniczne niebo. Bez skazy. Bez jakiejkolwiek chmurki. Dwa, całkiem inne, ale tak samo piękne światy. Niebo i ziemia. Moc błękitu i spokój zieleni.

Piękna nutka na rozluźnienie. c;




sobota, 28 lutego 2015

wena

To jest takie przywiązanie psychiczne z drugą osobą, które wyczuwam tylko wtedy, gdy tego kogoś przy mnie nie ma.
To się nazywa tęsknota. W wyobraźni zakochanego człowieka rosną wtedy kwiaty, które trzeba zerwać by urosły na nowo. Zerwać i nawozić. Czyli dbać o wenę.
A gdy wszystko się kończy, czyli miłość i szczęście, wtedy one więdną. Umierają. Gniją.
Gdy się traci kogoś takiego kto powodował to wszystko, czyli pomysły i natchnienie, to wena może zniknąć nawet na kilka miesięcy lub lat. Może długo już nie powrócić, dlatego potem to od człowieka zależy co z tym dalej zrobi, albo jak zapobiegnie wpływom innych ludzi na siebie.
Ja w tej chwili nie mam nikogo kto powoduje takie cuda... No w sensie nikogo kogo kocham i kogo tak po prostu bezgranicznie potrzebuje. Wiesz o co mi chodzi? Tego, kto jest dla mnie tlenem. Dla którego weszłabym w ogień i dla kogo potrafiłabym umrzeć z uśmiechem na ustach.
Jestem w takim stanie od kilku lat i potrafię sobie poradzić. Czerpie wtedy pomysły ze wszystkiego co mnie otacza. Z każdej sytuacji i osoby. Nie tylko tej jedynej, ale tych najbliższych... a jednak dalekich. Psychicznie niedosięgniętych, ani nienaruszonych. Oddalonych do miejsca, w którym nie ma nic. Pustka. Bezgranicznie obcy, nieodnaleziony nowy ląd.

Piękne ale i też zarazem bardzo smutne... Idealne na teraz, bo jakoś nie czuję się w humorze.


Fragment tekstu:
"Celując w niebo
Utknąłem na ziemi
Dlaczego wciąż próbuję
Skoro wiem, że i tak upadnę?
Myślałem, że potrafię latać
Więc dlaczego utonąłem?
Nigdy nie dowiem się dlaczego to wciąż upada, upada, upada"

wracając do wspomnień

Często wracają do nas wspomnienia, które później ciężko poukładać. Z czasem są jednak coraz mniej dotkliwe, ale zawsze w jakiś sposób się na nas odbiją.
Gdyby nie błędy, przeszłe upadki i łzy, nie nauczyłabym się wielu rzeczy. Nie wiedziałabym co miałabym robić w danej sytuacji, jak się zachować, co powiedzieć.
Jednakże nie tęsknie, tak jak się powinno tęsknić. Jak wspominam, to niechętnie. Przeszłość, której mogło nie być.
Ale tak jak każdy z nas ma dobre i beztroskie wspomnienia z podstawówki, chociaż jedno, małe, krótkie. Podstawówka była czasem w którym byłam niewinnym, małym, niedoświadczonym dzieckiem bez jakiegokolwiek życiowego doświadczenia. Podatna na wszystko, nawet najmniejszy gest.
Teraz tak sobie wspominam, bo wiem że póki mam czas mogę to swobodnie robić, bo za niedługo rodzice wrócą i będzie trzeba pomóc w remoncie itd itp.
Dopóki mam czas i dopóki pamiętam, bo po mojej babci wiem, że kiedyś i tak o tym wszystkim zapomnę, dlatego tworzę to wszystko, by zapobiec niepamięci.
Po prostu lubię ten czas, a szczególnie wyjazdy poza szkolne, które i tak powoli nikną w rzeczywistości.
Nie chcę o niczym zapomnieć...

Słuchając tej piosenki bardzo łatwo się rozpłynąć w swoich wspomnieniach. Tak na chwilę się położyć i po prostu pomyśleć, odpocząć.
John Lennon - Imagine :)


Fragment tekstu:
"Pomyśl, że nie ma nieba
To łatwe, jeśli chcesz.
A w górze tylko gwiazdy
I piekła nie ma też."

przyjaciółka w pomocy

Zdaje się, że każda z nas chce być najpiękniejsza. Wiele razy nawet wygląd jest ważniejszy i cenniejszy od czegokolwiek innego, ale czy to oznacza, że nie mamy sobie pomagać w rozwiązaniu tego problemu?
"Nie podam ci nazwy leku na trądzik, bo będziesz wyglądać lepiej ode mnie". <--- Ten tekst to największa paranoja, jaką można powiedzieć.
Przecież wygląd to jest ogół i jeśli ktoś kogoś kocha czy lubi, to czy ta osoba będzie miała 10 pryszczy, czy wcale to nie gra po prostu roli w niczym, bo to jest najnormalniejsza choroba jaka może być.
Tak samo, jakby ktoś z nas się oparzył, tylko różnica tkwi tylko w tym, że oparzenie nie jest aż tak obrzydliwe, chociaż tylu ile jest ludzi, tyle różnych zdań.
Dlatego nie można podchodzić do tych sytuacji tak bardzo dziecinnie.

No i mój ukochany Kabanos idealnie tu pasuje. <3




piątek, 27 lutego 2015

i zaczynamy się mijać

Oczywiste jest to, że jak odpisuje się pojedyncze słowa, krótkie i byle jakie odpowiedzi, znaczy, że nie ma się ochoty pisać z tą osobą właśnie osobą. No bo nie zależy nam na sensownych odpowiedziach. Prawda jest taka, że właśnie w taki sposób najlepiej jest po prostu uciec lub dyskretnie olać całą tą sytuację.
Często nie mam pojęcia czego w danej chwili chcę i zatrzymuję wszystko moją nieobecnością na portalach, czy też wyłączam telefon i zachowuję się jakby mnie w ogóle nie było, znikam. Ucieczka jest najprostsza, ale mimo to nie czuje się tchórzem.
Bo co zrobić, jeśli osoba której nie kocham, a która kocha mnie ewidentnie "wchodzi mi w dupsko"?
Nie ma na to żadnego wyjścia, oprócz spławienia. A ja nie wiem czy to byłoby dobre, bo sama codziennie zmieniam swoją decyzję i to nawet dość brutalnie.
Codziennie mój mózg przetwarza myśli w inny sposób. Gubię się już i przez to ranię najbliższych.
"Ranię najbliższych". Zastanawia mnie kto jest taką najbliższą mi osobą i czy to właśnie ją ranię...
Ale nie sądzę. Ranię tylko tych, którym wydaje się, że to ja jestem dla nich najbliższa. Ale oni dla mnie są tylko powietrzem, albo raczej dwutlenkiem węgla, który jest w powietrzu totalnie nie potrzebny nikomu do szczęścia, a przynajmniej mi. Chociaż wiem, że rośliny go potrzebują, w takim razie on powinien zaprzyjaźnić się z drzewami i krzakami - pozdrowienia dla Tarzana.
Taki, wiem. To wszystko jest idiotyczne.
Po prostu... Jestem, a może byłam w totalnym "szambie", (nie będę przeklinać, postaram zachować się godnie), które sama sobie zrobiłam.
Dotyk, całus, przytulenie... Po prostu to wszystko było nie potrzebne. Nic nie zmieniło, a raczej pogorszyło moje samopoczucie. Bo czuję się jak potwór. ;-;
Aż skojarzyła mi się z tym piosenka Skillet'a - Feel like a monster.
I wiem, że te wszystkie moje błędne myśli są oznaką samotności. Chodzi tu o szkołę. Od przyszłego poniedziałku spotkam się z moimi przyjaciółkami i "przyjaciółkami" i wtedy wrócę z powrotem na mój życiowy tor. Ferie; czyli nuda i brak jakiegokolwiek zajęcia powodują u mnie coś typu "lepiej robić coś, niż nie robić nic". Fajne przysłowie, ale zmieniałabym je na "lepiej nie robić nic, niż szukać desperacko szczęścia na siłę." (A tak szczerze to słowa mojej mamy.)
Bez internetu, bez złudzeń i bez problemów.
Ale co zrobić, jeśli wręcz "rzyga" się ciągłą rutyną...



Fragment tekstu:
To chowa się w ciemnościach
Ma zęby ostre jak brzytwa
Nie ma dla mnie ucieczki
To coś chce mojej duszy, chce mojego serca

Nikt nie może usłyszeć jak krzyczę
Może to tylko sen
Albo może to jest wewnątrz mnie!
Powstrzymaj tego potwora!

początek z blogiem

Ciężko to opisać dlaczego postanowiłam założyć tego bloga, ale wydaje mi się że najbardziej trafną odpowiedzią byłoby "namieszanie w życiu". Prawda jest taka, że ostatnio się naprawdę dużo wydarzyło i to nie koniecznie tego dobrego. Mam mętlik w głowie, który nie pozwala mi spać, racjonalnie myśleć ani cieszyć się codziennym szczęściem. Mimo że od początku do końca wszystko potoczyło się z mojej winy, nie chce dłużej być odpowiedzialna za parę spraw.
Pierwszą i chyba najważniejszą sytuacją, którą spowodowałam a potem doszczętnie zawaliłam była "przyjaźń" z chłopakiem z internetu. Był bardzo miły i ani trochę nie wydawał się podejrzliwy. Cały czas myślałam, że byłby idealnym kandydatem na prawdziwego przyjaciela, ale jednak on tak o mnie nie stwierdził. Wyznał mi miłość... 
Dla mnie nie pojęte jest to, jak można zakochać się w wieku prawie 17-stu lat i to jeszcze tylko przez INTERNET. Przecież wypisywane słowa są takie puste. Nic nie znaczące i bez jakichkolwiek uczuć. Po prostu jeden wielki klump. 
Kilka miesięcy, czyli około 3 miesiące po poznaniu, postanowił mnie odwiedzić. Było bardzo miło, lecz mi w środku, w moim sercu nic nie drgnęło, totalnie nic. Nie zakochałam się. Od samego początku wiedziałam, że nic z tego nie będzie, ale szczerze mówiąc nie miałam nic innego do roboty. Było fajnie; bla bla bla. 
Z każdą chwilą łudziłam się coraz bardziej o to, czego nie było. Nie mogło być, bo jestem zakochana w kimś innym. Moje serce należy do innej osoby, która o tym nie wie, bo marzę o czymś innym. O szczęśliwej przyjaźni, a potem namiętnej długiej miłości.
Ale jak dotąd jest tylko pustka. Zero. Totalne dno. Nic.
I teraz zostaje tylko jedna prawda. Przez nudę zabiłam, przemieliłam i wyrzuciłam serce drugiego człowieka.
Szczerze to naprawdę nie jest mi z tym dobrze, ale...
No właśnie...

A to jest jedna z moich ulubionych piosenek.

Fragment tekstu:
"I myślisz, że niby kim jesteś?
Biegając dookoła, zostawiając blizny
Kolekcjonując swój słoik serc
I rozrywając miłość na strzępy
Przeziębisz się
Od lodu w twojej duszy
Więc nie wracaj po mnie"