poniedziałek, 2 marca 2015

rekolekcje

Byłam dzisiaj na pierwszym dniu rekolekcji i muszę przyznać, że mino tego, że byłam bardzo złowrogo nastawiona na to wszystko, nawet mi się podobało.
Pierwszy powód to nowy, mega przystojny ksiądz. Po prostu ciasteczko w sutannie, szok. Mądry, inteligentny, miły, przyjazny, sprytny... No ideał na nauczyciela. Gdybym miała z nim religie, chodziłabym na nią z chęcią i może nawet uwierzyłabym w boga. (Yyy, no dobra bez przesady.) Kto wie.
Obecnie uczy mnie łysy. Szczerze go nie lubię, a szczególnie mnie drażni, gdy opowiada historyjki związane z bogiem, aniołami itd.
Raz na lekcji zaczął mówić o tym, że w pewnym domu żyła sobie szczęśliwie rodzina, do których przyleciał anioł z wieścią od boga.
Żal.pl
Takie dyrdymały mnie naprawdę wkurzają bardzo, bardzo. Po prostu w to nie wierze, koniec tematu.
Ale nie na temat boga chcę się wypowiadać, tylko o tym co się stało na rekolekcjach.
Seksi ksiądz Piotr (piękne imię) potrzebował chórek do śpiewu. Prosił się tak chyba minutę, to moja przyjaciółka wstała ignorując moją odmowę i poszła do księdza. A ja, że nie mogłam jej tak zostawić pobiegłam za nią dygocząc ze strachu. Za pierwszym razem obiegła mnie trema, bo się zdenerwowałam, gdyż tyle osób skupiło właśnie na mnie swój wzrok, ale w końcu się uspokoiłam i śpiewałam bardziej lżej.
Ehh, czego się nie robi dla przyjaciół...
Stałyśmy trzy, z jakimś dzieckiem z 1 gim. i śpiewałyśmy koło księdza.
Fajnie, jutro też tak zrobię.
A i oczywiście was też zachęcam do pokonywania wysokich poprzeczek. Swoich trem. Nie ma co się bać, wszystko zdarza się raz.
Zabili mi żółwia - Wiosna. Świetny kawałek. ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz